Obserwując biegnącego sprintera, łatwo ulec złudzeniu optycznemu, że napędza się on głównie poprzez świadome odpychanie nogą od podłoża w tył. To wrażenie sprawia, że w metodyce treningowej często sięga się po dużą objętość, siłę biegową czy trening laktatowy w nadziei, że wzmocni to zdolność zawodnika do dłuższego i silniejszego pchania. Z biomechanicznego punktu widzenia warto jednak przeanalizować, co dokładnie dzieje się przy maksymalnej prędkości.
Opierając się na tradycyjnie pojmowanej sile ogólnej i wytrzymałościowej sile biegowej, nierzadko doprowadzamy zawodników do pewnej granicy – dla mężczyzn to poziom około 10,20 na 100 m, a dla kobiet w okolicach 11,20. Wynika to z biologicznego limitu dla pracy koncentrycznej mięśnia. Kiedy zawodnik biegnie z maksymalną prędkością, kontakt jego stopy z podłożem trwa zaledwie 80-90 milisekund. To czas, w którym fizjologicznie nie ma możliwości, aby brzusiec mięśniowy zdążył się w pełni skurczyć i wygenerować dodatkową moc koncentryczną. Próba wymuszenia na zawodniku dłuższego „pchania” automatycznie wydłuża fazę podporu. Stopa ląduje przed dynamicznym środkiem ciężkości, co zamiast napędzać, zaczyna działać hamująco. Szybka końcówka dystansu opiera się na umiejętności utrzymania stabilnej matrycy ruchowej i powstrzymywania utraty prędkości, a nie na generowaniu nowej siły ze skurczu mięśnia.
Zastanawiając się, jak siła wolna przekłada się na szybkość, warto posłużyć się hipotetycznym modelem porównawczym. Z jednej strony wyobraźmy sobie zawodnika o bardzo rozbudowanej muskulaturze, z drugiej – niezwykle smukłego sprintera w typie Letsile Tebogo. To zestawienie dobrze obrazuje mechanizm Rate of Force Development (RFD).
Przyjmijmy, że mocniej zbudowany sprinter w teście siły wolnej (np. w przysiadzie ze sztangą) potrafi wygenerować 4500 niutonów. Jednak w sprincie, gdzie kontakt stopy z podłożem trwa wspomniane 0,08 sekundy, jego układ nerwowy może zdążyć zrekrutować w tym czasie jedynie 900 niutonów. Z kolei lżejszy zawodnik może dysponować siłą wolną rzędu 1500 niutonów, ale jego precyzyjnie dostrojony ośrodkowy układ nerwowy potrafi w ciągu tych samych 0,08 sekundy uruchomić całą dostępną moc (100%). W efekcie lżejszy zawodnik porusza się szybciej, ponieważ w sprincie kluczowe jest nie to, jaką siłą maksymalną dysponujemy, ale jaką jej część potrafimy przenieść na bieżnię w ułamku sekundy.
W fazie maksymalnej prędkości brzusiec mięśnia nie powinien pracować na zasadzie pełnego skurczu koncentrycznego. Jego głównym zadaniem staje się stabilizacja – działanie jako twardy, izometryczny punkt kotwiczenia. Dzięki temu układ powięziowy, rozcięgno podeszwowe i ścięgna mogą zmagazynować energię kinetyczną z uderzenia o bieżnię i bardzo szybko ją oddać, na zasadzie mechanizmu sprężystego. Jeśli zawodnik nie potrafi usztywnić tego układu w ułamku sekundy, energia ulega rozproszeniu. Dlatego tak duże znaczenie w treningu szybkości ma budowanie naprężenia izometrycznego i dbanie o świeżość układu nerwowego, który tę sprężystość kontroluje.
