Selekcja do grup sprinterskich w klubach od lat wygląda podobnie: sprawdzian na 60 lub 100 metrów, obserwacja ogólnej motoryki, odczyt ze stopera. Zrozumiałe jest, że na tym etapie rzadko kto dysponuje zaawansowaną diagnostyką laboratoryjną – nie oznacza się proporcji włókien mięśniowych, profilu metabolicznego ani tempa przewodzenia impulsów nerwowych. Do jednej grupy trafiają nastolatkowie z kategorii U-16 czy U-18, którzy uzyskali zbliżone rezultaty czasowe.

​I w tym miejscu pojawia się metodyczny niuans, którego sam pomiar czasu nie jest w stanie uchwycić.

​Młody zawodnik w wieku 15 lat, osiągający wynik na poziomie 11,40 s, może reprezentować dwa zupełnie odmienne profile fizjologiczne.

​Pierwszy z nich to naturalny predyspozycyjnie talent do sprintu przedłużonego – sportowiec o wyższym udziale włókien pośrednich (IIa), z wrodzoną tolerancją na pracę w warunkach narastającej glikolizy beztlenowej i bardzo dobrą wydolnością ogólną. Swój rezultat 11,40 s buduje na płynnej mechanice i wysokiej ekonomii biegu, a jego docelowy potencjał może leżeć w okolicach 300 czy 400 metrów.

​Drugi przypadek to profil czysto szybkościowy, wysokoenergetyczny – organizm z wyraźną dominacją włókien szybkokurczliwych (IIx), wysokim tempem narastania siły (RFD) oraz układem nerwowym zdolnym do generowania impulsów o bardzo wysokiej częstotliwości. Te same 11,40 s uzyskuje dzięki gwałtownej eksplozji, sztywności układu i ogromnemu zaangażowaniu nerwowo-mięśniowemu.

​Obaj zawodnicy legitymują się identycznym wynikiem w tabeli i obaj nierzadko otrzymują ten sam schemat pracy.

​W wielu planach wciąż dominuje wówczas klasyczna koncepcja wczesnego rozwoju, według której młodego sprintera należy najpierw zabezpieczyć bardzo szerokim przygotowaniem ogólnym. Często sprowadza się to do dużej liczby powtórzeń biegowych o charakterze tempowym, pracy w strefach mieszanych i budowania obszernej bazy tlenowo-wytrzymałościowej.

​Dla zawodnika o predyspozycjach do dłuższego sprintu taki bodziec jest naturalny. Dobrze radzi sobie z utylizacją produktów przemiany materii, adaptuje się do powtarzanego wysiłku i stopniowo zmierza w kierunku dystansów przedłużonych.

​Dla sprintera czysto wysokoenergetycznego takie podejście może okazać się jednak poważną barierą rozwojową.

​Jego centralny układ nerwowy szybko ulega przemęczeniu przy chronicznej pracy glikolitycznej, tracąc zdolność do wyzwalania maksymalnej częstotliwości pobudzeń. Aparat mięśniowo-ścięgnisty, ukształtowany do bardzo krótkiego, sprężystego kontaktu z podłożem, pod wpływem wysokiej objętości traci swoją dynamikę i naturalną elastyczność. Zamiast progresu mogą pojawiać się przeciążenia taśmy tylnej, dolegliwości ścięgien Achillesa oraz zahamowanie rozwoju prędkości maksymalnej.

​Niekiedy diagnozuje się to po prostu jako „brak predyspozycji do zniesienia obciążeń treningowych”.

​Czy jednak na pewno problem tkwi w braku odporności zawodnika? Czy przypadkiem to, o czym piszę wyżej, nie dotyka realnego zjawiska metodycznego: sytuacji, w której stosując jednakowy, objętościowy schemat bazy, nieświadomie odbieramy szansę na optymalny rozwój właśnie tym najczystszym, unikalnym talentom do sprintu krótkiego? Pozostawiam to pytanie pod rozwagę każdemu, kto staje ze stoperem przy bieżni.